Zakulisowy fotograf

Niedawno brałem udział w uroczystości ślubnej moich znajomych.
Jako niezbyt „wierzący” bardziej interesowała mnie cała otoczka,
To, ktoś się spóźnił, to komuś z zainteresowania przymknęło się oko,
czy ministrant biegający niezdarnie pomiędzy ławami z tacą na drobne.
na swoich aparacikach.
W pewnym momencie moją uwagę przykuł wynajęty fotograf ślubny.
Przemykał się niepostrzeżenie po kościele. To tu z zakamarka trzasnął fotę.
To wszedł się na górną nawę. To cicho w koncie oparty o statyw gdzieś tam sobie celował.
Niby nic, jednak zaciekawiło mnie jak on robi foty, skoro nic mu nie błyska, a rodzinne aparaciki błyskają, że aż jasno się robi przed oczami.
Stwierdzę jednak, że w świątyni najjaśniej nie było.
Upłynął jakiś czas, młodzi przyjechali z miodowego, spotkaliśmy się więc,
żeby pochwalili się pamiątkami.
Na pierwszy ogień poszły foty z wakacji. Śliczne widoczki i oni, zakochani.
Następnie ślub i wesele – najpierw męka przy tysiącach fotek z familijnych
aparacików. Co drugie nie ostre, to ciemne że nic nie widać lub błysk z lampy
przesłaniał cały obraz. Na deser pokazali śliczny skórzany album. Nie było
w nim ogromu fot, tylko kilkanaście, bądź kilkadziesiąt. Jego oglądanie nie było katorgą. Każde zdjęcie piękne, czytelne, opowiadające. Wszystkie nie za ciemne, nie za jasne, wyraźny pierwszy i drugi plan.
Wyraźne postacie.
Patrząc na ten klaser przypomniałem sobie cicho przemykającego fotografa,
strzelającego foty z daleka, bez błysków i fleszy. Mogę stwierdzić, że profesjonalna
fotografia ślubna, to zarówno trudne rzemiosło jak i odrobina sztuki.

 

 

This entry was posted on sobota, Październik 29th, 2011 at 01:15 and is filed under Bez kategorii. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply